Dueto de treinadores #WISZNI

Na partida de abertura da rodada de primavera, disputada entre Wisła Kraków e Znicz Pruszków, os visitantes foram melhores.

Zdjęcie: Trenerski dwugłos #WISZNI

Na inauguracyjny mecz rundy wiosennej — rozegrany między Wisłą Kraków a Zniczem Pruszków — lepsi okazali się goście. Sobotnie spotkanie podsumowali trenerzy Grzegorz Szoka i Mariusz Jop.

Grzegorz Szoka — Znicz Pruszków

„Rozliczam siebie i zespół przede wszystkim z dobrej gry, z tego, czy zawodnicy realizują to, co trenujemy. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś nie był zaangażowany na boisku, i myślę, że widać to w każdym meczu” — zaczął. „Nie myślę o barażach, bo w tym momencie byłoby to nie na miejscu. Jest tak wiele dobrych zespołów, które mają zaplecze i inwestują bardzo dużo pieniędzy w budowę drużyn oraz funkcjonowanie klubów. Myślę, że to one będą o to walczyć, a my po prostu chcemy grać w piłkę. Liczę na to, że jeśli uda się utrzymać trochę wcześniej niż w ostatniej kolejce, pokażemy jeszcze bardziej ofensywny futbol i gdy nie będzie presji wyniku, ci chłopcy będą mogli fajnie grać w piłkę. A czy wynik jest sensacją? Nie wiem. Wygraliśmy mecz z Wisłą w tamtej rundzie, pokonywaliśmy też inne drużyny walczące o awans lub udział w barażach. Taka jest specyfika ligi. Nie wiem do końca, z czego to wynika — czy z jakości zawodników, czy z organizacji gry — ale nie jest to nic nowego. Od kilku lat w pierwszej lidze zawsze zdarzały się niespodzianki. Zawsze mówi się, że to wyrównana liga i że każdy może wygrać z każdym. Gdybyśmy mówili, że to sensacja, w każdej kolejce znaleźlibyśmy kilka takich sensacji” — dodał.

Mariusz Jop — Wisła Kraków

„Pierwsza połowa zdecydowanie nie była udana w naszym wykonaniu. Źle weszliśmy w to spotkanie, byliśmy zbyt mało agresywni z piłką, za mało pracowaliśmy również bez piłki. Brakowało ruchów, które rozrywałyby skomasowaną obronę przeciwnika. W drugiej połowie byliśmy zdecydowanie stroną przeważającą. Rywal bronił się nisko i szczęśliwie. Niestety czasami zdarzają się takie spotkania, że przeciwnik oddaje jeden celny strzał na bramkę i zdobywa gola, a my według statystyk mieliśmy chyba 29 stworzonych sytuacji bramkowych, z których żadna nie zakończyła się golem. Na pewno jest to rozczarowanie i ogromny niedosyt, bo liczyliśmy na trzy punkty” — zaczął trener Mariusz Jop. „Pojedynki na bokach były elementem, który szwankował. Wygrywaliśmy zbyt mało takich pojedynków. Jeśli się ich nie wygrywa, trudno mówić o rozerwaniu niskiej obrony, ustawionej płasko. Po takim pojedynku zawsze ktoś musi zareagować, tworzą się przestrzenie i wtedy trzeba je znaleźć oraz wykazać się skutecznością w polu karnym. To chyba najbardziej nam brakowało, szczególnie w pierwszej połowie” — kontynuował.

Na boisku nie pojawił się Marko Poletanović, który mógłby pomóc drużynie również przy stałych fragmentach gry: „Wiemy, że Marko wcześniej wykonywał stałe fragmenty gry i jest w tym dobry, więc na pewno jest to dla nas alternatywa”, dodając: „Marko jest fizycznie gotowy, ale potrzebuje chwili, żeby wejść w sposób gry, który chcemy mu przekazać, i lepiej poznać naszą strukturę w ataku. Myślę, że dzisiaj James również całkiem przyzwoicie radził sobie jako numer „sześć”. Kiedy przegrywaliśmy, nie było chyba potrzeby wprowadzania kolejnego bardziej defensywnego zawodnika. Szukaliśmy opcji w ataku, więc to był główny powód, dla którego nie pojawił się na boisku. Nie dlatego, że Marko nie jest gotowy. Myślę, że jeśli zajdzie taka potrzeba, może zagrać nawet od początku”.

Dwa kolejne pytania również dotyczyły personaliów — debiutu Filipa Baniowskiego oraz nieobecności Alana Urygi w meczu z Ruchem z powodu ósmej żółtej kartki, którą kapitan Białej Gwiazdy obejrzał podczas #WISZNI. „Jest Mariusz Kutwa, jest „Biedrza”, jest Skrobański — to są opcje na środek obrony. Filip debiutował i akurat jego główną zaletą są pojedynki. Ma dobre, szybkie pierwsze kroki. Nie było mu łatwo wejść w takim spotkaniu, w którym trzeba gonić wynik. Starał się i próbował, natomiast wiemy, że przed nim jeszcze długa droga, aby stał się piłkarzem stanowiącym o sile seniorskiego zespołu. Wierzymy w niego, bo ma duży potencjał” — mówił.

Szkoleniowiec Wisły został poproszony przez jednego z dziennikarzy o analizę sytuacji, po której krakowianie stracili gola: „Mamy już przeprowadzoną analizę. Chodziło głównie o indywidualne zachowanie. Nie chcę tutaj wskazywać palcem, bo omówimy to wewnątrz zespołu. Był tam jednak pewien powtarzalny element w zachowaniu indywidualnym zawodników Znicza. Po prostu ktoś z nas zareagował niewłaściwie, a rywal okazał się bardzo skuteczny. Praktycznie była to ich jedyna sytuacja bramkowa, ale nie chciałbym personalnie mówić, kto popełnił ten błąd” — odparł.

Ostatnio wokół klubu z R22 było głośno nie z powodów sportowych, lecz potencjalnych zmian właścicielskich. Czy ten szum nie rozprasza piłkarzy? „Myślę, że jesteśmy w takim miejscu, w którym wokół klubu zawsze dużo dzieje się w mediach. Nie sądzę, żeby miało to wpływ na zawodników. Praktycznie co tydzień pojawiają się jakieś informacje dotyczące zespołu i Wisły Kraków. Myślę, że nie miało to znaczenia dla koncentracji na spotkaniu ani dla przygotowania do niego” — zapewnił.

Mimo licznych okazji zespół Białej Gwiazdy nie zdołał zdobyć gola. Czy sztab nie powinien więc pomyśleć o zmianie sposobu gry w ofensywie? „Jeśli środek jest zamknięty, a przeciwnik broni skomasowanym ustawieniem 5-3-2, szukamy gry bokami, bo w środku jest bardzo duży tłok. Tak jak mówiłem na początku — brakowało mi wygrywanych pojedynków właśnie w bocznym sektorze, aby stworzyć przewagę, wyciągnąć kogoś z linii obrony i doprowadzić do powstania przewagi w innym miejscu. Jeśli ktoś wymyśli coś ciekawszego i skuteczniejszego, chętnie z tego skorzystam. Kiedy jednak rywal broni nisko i płasko, w środku jest mało miejsca. Trudno przedzierać się środkiem. Oczywiście rozwiązaniem w takiej sytuacji są strzały z dystansu, stałe fragmenty gry albo wygranie pojedynku w bocznym sektorze, wyciągnięcie kogoś i znalezienie wolnej przestrzeni w polu karnym. Myślę, że są to standardowe rozwiązania, które można stosować. Próbujemy to robić, ale nie zawsze jest to skuteczne. Wiadomo, że zawsze łatwiej się bronić niż atakować. Jeśli ma się przy tym trochę szczęścia, można być skutecznym. A gdy jeszcze strzeli się gola, dostaje się dodatkowy impuls i ma się więcej energii. Tak to wygląda. Wiem, że jest to frustrujące. Dla mnie również, podobnie jak dla zawodników. Wiem, że panuje niezadowolenie. Czasami jednak tak jest. Szukamy innych rozwiązań. Trudno wymyślać coś, co byłoby nielogiczne. Wydaje mi się, że rzeczy, które próbujemy, są logiczne. Czasami decyduje skuteczność w poszczególnych sektorach. Indywidualne pojedynki decydują o tym, czy jesteśmy w stanie stworzyć przewagę. Taka jest moja odpowiedź” — tłumaczył.

Trenera pytano również o przygotowanie fizyczne: „Nie sądzę, żeby kwestie fizyczne były problemem w dzisiejszym meczu. Myślę, że po przerwie zimowej naturalne jest, iż płynność tych akcji jest mniejsza. Nie tylko my się z tym spotykamy — zawodnicy potrzebują czasu, żeby wejść w rytm meczowy. Myślę, że to kwestia czasu, aż te akcje będą bardziej płynne, szybsze i rozgrywane z większym polotem. Często tak wygląda sytuacja po przerwie zimowej” — odpowiadał.

Zdaniem jednego z przedstawicieli mediów gra Wisły nieco ożywiła się po wejściu na boisko Bartosza Jarocha. „Nie wiem, czy akurat wskazałbym Bartka i powiedział, że to jego zmiana odmieniła obraz gry, bo Duarte również dał dobrą zmianę. Inni zawodnicy także wyglądali całkiem dobrze. Bartek jest oczywiście piłkarzem o bardzo dobrych cechach ofensywnych. Potrafi stworzyć przewagę i ma dużą jakość w ataku. Pamiętajmy też, że rywal był już ustawiony nisko, więc jego charakterystyka lepiej pasowała w tamtym momencie. Dlatego doszło do tej zmiany. Natomiast „Szocik” jest zawodnikiem bardziej defensywnym i właśnie takiego potrzebowaliśmy od początku” — zakończył trener Mariusz Jop.

Udostępnij