Niedosyt po zaciętym boju w Zabrzu
Niedzielny klasyk PKO BP Ekstraklasy przy ul. Roosevelta przyniósł gigantyczne emocje, ale niestety nie przyniósł nam upragnionych punktów. Mimo że nasi piłkarze stworzyli sobie obiecujące sytuacje i przez ponad pół godziny grali w przewadze jednego zawodnika, wracamy do Krakowa z poczuciem ogromnego niedosytu i żalu za niewykorzystanymi szansami.
Niedzielny klasyk PKO BP Ekstraklasy przy ul. Roosevelta przyniósł gigantyczne emocje, ale niestety nie przyniósł nam upragnionych punktów. Mimo że nasi piłkarze stworzyli sobie obiecujące sytuacje i przez ponad pół godziny grali w przewadze jednego zawodnika, wracamy do Krakowa bez punktów.
Spotkanie od pierwszych minut było wyrównane. Wiślacy odważnie weszli w mecz, starając się narzucić swój styl gry. Już w 10. minucie bliski uszczęśliwienia kibiców Białej Gwiazdy był Jordi Sánchez, jednak po jego kapitalnym uderzeniu głową świetną interwencją na linii popisał się golkiper gospodarzy - Philipp Schulze. Górnik przetrwał napór naszej drużyny i zdołał otworzyć wynik w 27. minucie po stałym fragmencie gry — po dośrodkowaniu Kacpra Urbańskiego i zbiciu piłki, dopadł do niej w niemałym zamieszaniu Lukas Sadilek, trafiając od słupka do naszej bramki. Wiślacy szukali natychmiastowej odpowiedzi, budując składne akcje od własnego pola karnego. Tuż przed przerwą po sprytnym zagraniu piętą przez Sancheza w znakomitej sytuacji znalazł się Ángel Rodado, ale jego uderzenie minimalnie minęło cel. Do szatni schodziliśmy ze stratą jednego gola, choć przebieg gry wskazywał, że remis był w pełni w naszym zasięgu.
Druga połowa rozpoczęła się od nieprawdopodobnych emocji i kontrowersji. W 49. minucie Maxence Maisonneuve sfaulował rywala przed polem karnym i został napomniany żółtą kartką, a podyktowany rzut wolny zamienił na drugą bramkę dla gospodarzy Maksym Chłań.
Podopieczni Mariusza Jopa pokazali jednak prawdziwy charakter i błyskawicznie rzucili się do odrabiania strat. Zaledwie dwie minuty później po dynamicznym dośrodkowaniu Jakuba Krzyżanowskiego piłka trafiła w poprzeczkę bramki Górnika, a rewelacyjnym instynktem w polu karnym wykazał się Jordi Sánchez, dopadając do odbitej piłki i zdobywając kontaktowego gola! Dla hiszpańskiego napastnika było to już kolejne trafienie w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy. Chwilę później gospodarze otrzymali kolejny cios — w 56. minucie po faulu drugą żółtą kartkę obejrzał Sondre Liseth i Górnik musiał grać w dziesiątkę.
Ostatnie pół godziny to wyraźna dominacja Wiślaków, którzy zepchnęli rywali do głębokiej defensywy i szukali bramki wyrównującej. Zabrzanie mądrze się jednak bronili i skrupulatnie kradli upływający czas. Najlepszą okazję do uratowania punktu mieliśmy w 89. minucie, lecz po dośrodkowaniu Alan Uryga uderzył głową minimalnie ponad poprzeczką. Mimo naporu w końcówce nie udało się przechylić szali na naszą korzyść.
Górnik Zabrze - Wisła Kraków 2:1 (1:0)
Lukas Sadilek 27', Maksym Chłań 53' - Jordi Sánchez 55'
Górnik: Schulze - Bernardo (60' Bochniewicz), Sadilek, Federico (61' Dimi), Josema (78' Janża), Zmrzlý (78' Janża), Liseth, Janicki, Chłań (90' Dietz), Sacek (90' Michal), Urbański (78' Prekop).
Trener: Michal Gašparík.
Trener: Michal Gašparík.
Wisła: Łubik - Lelieveld, Uryga, Ertlthaler, Rodado, Duarte (86 Youan), Sánchez, Maisonneuve, Bozić (72' Kuziemka), Duda (72' Igbekeme), Krzyżanowski (89' Mikulec).
Trener: Mariusz Jop.
Żółte kartki: Liseth (36', 56'), Federico (76') - Ertlthaler (12'), Duda (21'), Uryga (26'), Maisonneuve (49').
Czerwona kartka: Liseth (56' - za drugą żółtą).
×
‹
›
Poprzedni post
Mariusz Jop przed #GÓRWIS: Na takie mecze czekaliśmy
Następny post