Mariusz Jop przed #WISJAG: „Gramy u siebie, my jesteśmy faworytem meczu”
Przed meczem PKO BP Ekstraklasy z Jagiellonią Białystok trener Mariusz Jop ocenił sytuację kadrową, odejście Jordiego Sáncheza, siłę rywala oraz nastawienie zespołu.
Przed spotkaniem z Jagiellonią Białystok trener Mariusz Jop ocenił sytuację kadrową, odejście Jordiego Sáncheza, atuty rywala oraz nastawienie drużyny Wisły Kraków.
Sytuacja kadrowa i absencje w zespole
Zapytany o stan kadry na mecz z Jagiellonią, w tym o sytuację zdrowotną po spotkaniu w Kielcach oraz powrót Frederico Duarte, trener odpowiedział:
„Mamy pewne problemy zdrowotne w zespole, natomiast będziemy korzystali z tych piłkarzy, którzy są do dyspozycji. Oczywiście kontuzjowani cały czas robią postępy, są coraz bliżej tego, żeby być gotowym do gry w pierwszym zespole”.
Dopytywany w dalszej części konferencji o stan zdrowotny Patryka Letkiewicza po meczu Pucharu Polski, szkoleniowiec odmówił podawania konkretnych nazwisk:
„Nie chcę mówić o personaliach. Dawałem to jako przykład chociażby mecz z Koroną, gdzie my do końca nie wiedzieliśmy, że lewy obrońca nie będzie w ogóle w dwudziestce. No i nie widzę potrzeby ułatwiania pracy rywalowi, mówiąc personalnie, kto jest kontuzjowany, jak długo jest kontuzjowany, kiedy wróci, kiedy nie wróci. Po prostu nie ułatwiajmy roboty rywalowi, bo nie ma takiej potrzeby. Niech sztaby pracują i szukają informacji. Także nie chciałbym tutaj mówić o personaliach absolutnie, kto jest w jakiej dyspozycji zdrowotnej, czy doszedł do siebie, czy nie doszedł do siebie. Będzie kadra meczowa, będzie podstawowa jedenastka, to wtedy będziemy widzieli, jak to wygląda”.
Odejście Jordiego Sáncheza i poszukiwanie zastępcy
Pytany o moment, w którym dowiedział się o odejściu napastnika, trener wyjaśnił:
„Miałem taką informację w niedzielę wieczorem, że taka sytuacja może mieć miejsce”.
Poproszony o ocenę całej sytuacji i jej okoliczności, Mariusz Jop przyznał:
„Jordi miał bardzo duży dylemat przy podejmowaniu tej decyzji, bo z jednej strony był w klubie, w którym się czuł bardzo dobrze, w klubie, który też pomógł jemu, ale z drugiej strony też pomógł klubowi, bo podziękował swoją dobrą grą i bramkami, które strzelał na poziomie PKO BP Ekstraklasy. Też pamiętajmy o tym, że Jordi przyszedł do nas po półrocznej, można powiedzieć, przerwie w grze, przychodząc z Japonii. Długo go wprowadzaliśmy do zespołu, jeszcze miał w międzyczasie też poważny uraz wynikający z jego takiej bezkompromisowości w działaniach defensywnych, w tym zaangażowaniu, które dawał zawsze zespołowi. No i też przypominam, że przed sezonem to nie było takie oczywistne, czy Jordi z nami zostanie, stąd też pewnie zapisy w kontrakcie, które z jednej strony były korzystne dla klubu, ale z drugiej dawały też furtkę Jordiemu. Wiemy, że pozycja, na jakiej występuje, no może sprawić, że pięć, sześć tygodni decyduje bardzo mocno, jak jest odbierany taki piłkarz. Myślę, że nigdy bramkarz albo środkowy obrońca nie ma szansy w tak krótkim czasie zmienić opinii o sobie - może ją zmienić, ale tylko w tę negatywną stronę, popełniając błędy, a napastnik czy zawodnik ofensywny ma tę możliwość, bo po prostu strzelając bramki, jest o nim głośno. I to był moment, który dla Jordiego był, tak jak powiedziałem, bardzo trudną decyzją do podjęcia. Podjął taką decyzję z myślą o sobie, o swojej rodzinie, o bliskich, o swojej karierze, o ulotności też tej chwili, tego prime time'u, w którym był w tym momencie. Więc ja rozumiem go po ludzku, natomiast na pewno dla klubu i dla zespołu jest to niekomfortowa sytuacja, bo wiemy, że bardzo mało czasu na zrobienie jakiegoś ruchu, to raz, a dwa, Jordi był profilem, którego nie mamy w swoim zespole, więc na pewno brak tego typu napastnika zmniejsza nasze pole manewru, jeżeli chodzi o atakowanie”.
Komentując rozmowę z zawodnikiem po podpisaniu przez niego umowy z nowym klubem, dodał:
„Jordi przyjechał, zachował się elegancko, podziękował całemu zespołowi, całemu sztabowi. Przyszedł, stanął przed nami, powiedział, co czuje i uważam, że jak najbardziej postawa właściwa. Tak powinno się to robić, jeżeli się odchodzi z klubu, nawet w takich okolicznościach, bo musimy popatrzeć na perspektywę zawodnika, człowieka, w jakiej on był”.
Zapytany, czy skuteczność gracza na początku rozgrywek oraz jego odejście były dla niego zaskoczeniem, odpowiedział:
„Na pewno skuteczność Jordiego była pewnego rodzaju zaskoczeniem, bo jak prześledzimy jego dorobek strzelecki w poprzednich sezonach, to w zasadzie nigdy nie miał takiego sezonu jak początek tego, więc na pewno było to pewnego rodzaju zaskoczenie, ale pozytywne”.
Na pytanie o ewentualny negatywny wpływ tego transferu na morale zespołu, odpowiedział:
„Absolutnie nie. Ja myślę, że każdy piłkarz rozumie jego decyzję, ale raczej jest to czynnik mobilizujący, a nie deprymujący”.
Pytany, czy po uzyskaniu informacji o odejściu Sáncheza prowadzono awaryjne poszukiwania nowego napastnika, trener odparł:
„Nie jest tak, że dział sportu zamyka drzwi, bo mamy skompletowaną kadrę i tam się nic nie dzieje. Cały czas jest jakaś hierarchia osób, które potencjalnie mogą trafić do Wisły Kraków i pewnie tam się trochę działo, jeżeli chodzi o pozycję napastnika. Natomiast pamiętajmy, że po pierwsze w normalnym czasie jest bardzo trudno znaleźć na pozycji dziewięć określony typ napastnika i za określone pieniądze, tym bardziej jest to trudne w dwa dni. Byłoby to naprawdę coś wyjątkowego, gdyby w tak krótkim czasie został znaleziony piłkarz, który realnie jest w stanie pomóc zespołowi”.
Warianty w ataku
W odpowiedzi na pytanie o zastępstwo w ataku i wskazanie Ángela Rodado, trener wyjaśnił:
„Oczywiście, że są inne pomysły, natomiast o tych pomysłach nie będę też mówił teraz na konferencji. Oczywiście najbardziej naturalnym rozwiązaniem jest Ángel na pozycji numer dziewięć”.
Pytany, czy Élie Youan jest brany pod uwagę na tej pozycji, potwierdził krótko:
„Może być brany pod uwagę na pozycję numer dziewięć”.
Ewentualne kontakty z sędziami i sytuacja wokół trenera Adriana Siemieńca
Poproszony o ocenę zamieszania wokół trenera Jagiellonii oraz o wypowiedź na temat własnych relacji ze środowiskiem sędziowskim, Mariusz Jop oświadczył:
„Ja nie chciałbym bezpośrednio oceniać tej sytuacji, bo do takiej oceny są komisje właściwe. Natomiast mogę powiedzieć tylko od siebie, że jakakolwiek próba wpływania na sędziego, sprawiania, że jego decyzje na boisku będą faworyzowały jedną z drużyn - czyli tu nie ma tej podstawowej zasady, że wszyscy są traktowani równo, albo to będzie wpływało też na inne zespoły, które walczą - jest absolutnie naganne i nie powinno mieć miejsca. Moje kontakty z sędziami w zasadzie zaczynają się najczęściej, jak się spotkamy na boisku, jak sędziowie się rozgrzewają, a my wychodzimy zobaczyć, czy sędziowie wyjdą też zobaczyć boisko, albo na przywitaniu przed samym meczem. To jest cała moja relacja z sędziami przed meczami. Myślę, że tak jest u zdecydowanej większości trenerów”.
Odnosząc się do obaw, czy sytuacja ta nie wywoła domysłów kibiców i doszukiwania się drugiego dna, dodał:
„Na pewno jest to coś, co rzuca trochę takie światło niekorzystne na pracę sędziów, bo i tak wiem, że mają bardzo trudną pracę, bo zawsze ktoś ma do nich pretensje, a jeszcze taka sytuacja na pewno im nie pomaga. Jestem przekonany, że dużo będzie tego typu docinek, uwag z trybun, że jest właśnie jakieś drugie dno. Szkoda, że taka sytuacja miała miejsce, bo na pewno to nie pomaga generalnie piłce nożnej”.
Ocena rywala – Jagiellonia Białystok
Analizując potencjał ofensywny przeciwnika, szkoleniowiec Wisły Kraków zaznaczył:
„Analizując rywala, musimy patrzeć na wszystkie fazy gry, nie tylko na atakowanie czy bronienie. Natomiast zgadzam się z tą tezą, że Jagiellonia jest zespołem, który wydaje się być w dobrej dyspozycji, który wywalczył fazę grupową Ligi Europy. Na pewno jest to zespół, który ma w sobie sporo pewności siebie poprzez wyniki, jakie w ostatnich latach osiągają. Jest tam stabilizacja, jeżeli chodzi o trenera, myśl i model gry jest cały czas taki sam. Wymieniani są ludzie na pozycjach i też trzeba przyznać, że trener potrafi dosyć szybko wkomponować te osoby do gry. Jagiellonia oczywiście lubi budować na krótko, robi to w odważny sposób, ma do tego jakość piłkarską, ale też potrafi być groźna z kontrataku, bo to jest zespół kompleksowy, jeżeli chodzi o atakowanie, bo to nie tylko jeden sposób gry, ale tutaj na pewno widać tę wszechstronność i przede wszystkim to, co mówiłem: pewność siebie z piłką pod presją czy w ataku pozycyjnym. Ci piłkarze wiedzą, co mają robić, a podejmują też ryzyko w trzeciej tercji i często to ryzyko im się opłaca. Natomiast to też nie jest zespół bez wad, my też będziemy szukać rozwiązań ofensywnych, żeby wykorzystać te przestrzenie, które tworzy rywal”.
Dopytywany o siłę skrzydeł Jagiellonii i ewentualne nakazanie bocznym obrońcom skupienia się wyłącznie na defensywie, wyjaśnił:
„To prawda, że skrzydła Jagiellonii są mocne, tam trener też ma do dyspozycji różne warianty. Natomiast co do jakiegoś przekazu, to myślę, że podstawową rolą bocznych obrońców jest gra defensywna, więc tutaj nic nowego. Myślę, że i Gigi, i Krzyżu są piłkarzami, którzy są dobrzy w pojedynkach i wielokrotnie to już w tym sezonie pokazywali, więc nie zamierzamy absolutnie zmieniać modelu gry dlatego, że gramy z Jagiellonią”.
Zapytany, czy nawiązuje w przygotowaniach do starcia w Superpucharze Polski, dodał:
„Ja myślę, że to było dosyć dawno, nie skupiałbym się absolutnie na tamtym meczu. Natomiast sposób gry, filozofia gry Jagiellonii jest podobna, nasza również. Pamiętam, że to spotkanie było bardzo wyrównane i tam indywidualna akcja Imazu zdecydowała o tym, że Jagiellonia zdobyła gola i zdobyła ten Superpuchar. Ale to też pokazało, że my w tamtym czasie też byliśmy w stanie grać z takim zespołem na dobrym poziomie”.
Wykorzystywanie słabszych momentów rywala i cierpliwość w grze
Odnosząc się do faktu, że Jagiellonia bywa w meczach pragmatyczna i oszczędza siły, trener odpowiedział:
„Słyszałem też wypowiedzi trenera właśnie podobne w tym tonie, że jeżeli można wygrać mecz mniejszym nakładem sił, to starają się to robić i to jest zrozumiałe w sytuacji, kiedy gra się co trzy dni. Teraz mają akurat dłuższą przerwę i mają klasyczny mikrocykl do przygotowań. Natomiast ja bym się zawsze skupiał na sobie. Myślę, że to, że Wisła Kraków gra do końca, pokazaliśmy chociażby w ostatnim spotkaniu z Koroną Kielce, gdzie z wiarą, z zaangażowaniem i też z jakością graliśmy do samego końca i zrobiliśmy bramkę w końcówce. Więc myślę, że tutaj absolutnie nie ma się czego obawiać, że Wisła nie będzie cierpliwa albo że nie będzie chciała do końca grać o zwycięstwo, bo myślę, że to jest w DNA tego zespołu i absolutnie naszym celem jest jutro gra o pełną pulę”.
Rola faworyta spotkania
Zapytany wprost, kogo uważa za faworyta nadchodzącego meczu, Mariusz Jop oświadczył:
„Gramy u siebie, my jesteśmy faworytem meczu”.
Specyfika gry w PKO BP Ekstraklasie
Pytany o różnice w grze obronnej po awansie z pierwszej ligi oraz o przygotowanie rywali, trener ocenił:
„Nie tylko w PKO BP Ekstraklasie, ale w pierwszej lidze każdy rywal się pod nas przygotowywał, bo to jest naturalne, że robi się analizę rywala i przygotowuje się pod dany mecz. To jest standard pracy nie tylko na poziomie PKO BP Ekstraklasy, ale myślę pierwszej, drugiej i trzeciej ligi pewnie też. Czy czytać - nie wiem. Na pewno te mecze wyglądają inaczej, te fazy z naszej strony, jeżeli chodzi o grę defensywną, na pewno są dłuższe niż w pierwszej lidze. Ale wiedzieliśmy o tym, że taka sytuacja może mieć miejsce i myślę, że też pokazujemy, że i w obronie średniej, czy wysokiej, czy niskiej jesteśmy w stanie być cierpliwi i kontrolować spotkanie poprzez grę bez piłki”.
Zapytany o proces adaptacji zespołu w nowej lidze po przejściu z roli murowanego faworyta, dodał:
„To było wyzwanie postawione nie przeze mnie zespołowi, bo my wiedzieliśmy, że potrzebujemy czasu bardziej do adaptacji w tej lidze. Myślę, że to było widać, że te pierwsze dwa, trzy spotkania czy nawet cztery było widać sporo nerwowości, jeżeli chodzi o działania z piłką. Myślę, że już trochę okrzypliśmy w tej lidze, wiemy, na co nas stać. Te mecze pokazują, że potrafimy czy z Górnikiem, czy z Koroną grać na dobrym poziomie, ale tak samo chociażby w Szczecinie. Więc myślę, że tutaj czas działa na naszą korzyść i z każdym meczem zespół jest w stanie pokazać więcej swojej tożsamości, swojego DNA, tego, co my chcemy na boisku robić”.
Zapytany, jaki element gry będzie kluczowy w nadchodzącym meczu, podsumował:
„Znowu trochę musiałbym rzucić akcent na to, na co my chcemy zwracać szczególną uwagę, ale piłka nożna to nigdy nie jest jeden element. To jest zawsze wiele faz gry i myślę, że jeżeli miałbym już wskazać tak na siłę jeden, to bym powiedział: skuteczność w działaniu i w ofensywie, i w defensywie”.
Liderzy w szatni
Odnosząc się do postawy Alana Urygi w meczu w Kielcach i pytania o rolę doświadczonych graczy w budowaniu zespołu, szkoleniowiec zaznaczył:
„Myślę, że my w zespole mamy wielu liderów i też nie uważam, że akurat po spotkaniu z Koroną. Alan jest jednym z liderów, bo on zawsze był jednym z liderów. Myślę, że tutaj wiek aż tak dużego znaczenia nie ma, bo również młodsi piłkarze mogą brać na swoje barki w pewnym sensie ten ciężar, ale mam tu na myśli taki ciężar odpowiedzialności za siebie, ale też za zespół”.
Pytany o szczegóły planu taktycznego i ewentualne oddanie inicjatywy przeciwnikowi, uciął krótko:
„Otóż pan pyta o strategię na ten mecz, nie chciałbym mówić o strategii na najbliższe spotkanie”.
Okienko transferowe i kadra zespołu
Podsumowując letnie okienko transferowe oraz odnośnie do liczby pięciu nowych zawodników, trener Wisły Kraków ocenił:
„Potwierdzam, że jestem zadowolony, bo też wiem, jakie są nasze możliwości, jak trudny jest to rynek i wiem też, jak dużą pracę wykonał cały dział sportu. To nie są takie proste rzeczy, nawet jak ma się bardzo duże pieniądze - przykładów można podawać wiele klubów w PKO BP Ekstraklasie. Na pewno jest trudniej, jeżeli te możliwości są po prostu mniejsze i konkurencyjność finansowa jest mniejsza. Oczywiście Wisła Kraków ma inne atuty. Natomiast tak, jestem zadowolony. My też musimy wiedzieć o tym, że biorąc niektórych zawodników, po prostu wierzymy w ich potencjał, ale oni potrzebują czasu na to, żeby ten potencjał pokazać. Chociażby przykład Jordiego jest myślę bardzo dobrym przykładem na to, jak długo trzeba czekać na piłkarza, żeby on wszedł na właściwy poziom i żeby pokazał swoją jakość”.
Zapytany o deklarację prezesa Jarosława Królewskiego ws. przeznaczenia środków z transferu Sáncheza na zimowe wzmocnienia, dodał:
„Ja nie muszę trzymać prezesa za słowo, myślę, że jak prezes coś publicznie mówi, to tak będzie. Myślę, że to jest pod tym kątem dobra informacja, że będą większe możliwości na działania działu sportu”.
Odnosząc się do pojawiających się doniesień o próbie pozyskania Szymona Włodarczyka, odpowiedział:
„Ja nie chciałbym mówić o osobach, których z nami nie ma, bo tych nazwisk było dużo więcej, więc myślę, że nie ma potrzeby tego komentować. Było kilka głośnych nazwisk, ale jak widzimy, bez efektu końcowego, więc nie ma potrzeby o tym mówić”.
Dłuższa przerwa reprezentacyjna i zmiana przepisów
Pytany o ocenę zmian w kalendarzu i wprowadzenie dłuższych przerw reprezentacyjnych, szkoleniowiec przyznał:
„Z perspektywy trenera klubowego na pewno jest to dobra sytuacja, bo chociażby kwestia urazów - można się mocniej na tym skupić, żeby zawodnicy doszli do siebie. Można przećwiczyć trochę elementów, można też dać, i pewnie każdy trener to będzie robił, czas na odpoczynek piłkarzom, bo na pewno ten czas od początku sezonu był intensywny, był wyczerpujący pod wieloma względami. Więc na pewno piłkarze muszą się trochę zresetować, żeby znowu wejść na dobry poziom i fizyczny, i mentalny”.
Serial kulisowy Canal+
Odnosząc się do stałej obecności ekipy filmowej realizującej serial o klubie, trener uspokoił:
„Towarzyszy nam Canal+, my już przywykliśmy do ich obecności, można powiedzieć, że się nie zauważamy absolutnie. Oni nam w niczym nie przeszkadzają, są to ludzie, którzy są profesjonalistami, więc my się nie obawiamy o jakieś przecieki czy tego typu rzeczy. Są w pewnym sensie częścią teraz naszego zespołu, bo są w takich miejscach, gdzie normalnie kamera jest daleko. Ale to zapewniam, są profesjonaliści, bo już nie pierwsza produkcja Canal+ ujrzała światło dzienne. Natomiast my jesteśmy też bardzo wdzięczni, że to właśnie Wisła Kraków została wybrana do tej produkcji w tym sezonie”.
Pełne nagranie z konferencji prasowej jest dostępne na oficjalnym kanale YouTube Wisły Kraków – zachęcamy do oglądania oraz zostawienia subskrypcji, aby być na bieżąco z materiałami z klubu.
Poprzedni post
Super Booster w Superbet. Codziennie, przez cały wrzesień!
Następny post