Mariusz Jop przed #WIDWIS: Wynik jest sprawą otwartą, jedziemy do Łodzi po punkty!

Mariusz Jop podsumował kontrowersje sędziowskie z meczu w Warszawie, analizował grę Wisły Kraków oraz odniósł się do sytuacji kadrowej i wyzwań przed wyjazdowym starciem z Widzewem Łódź.

Mariusz Jop przed #WIDWIS: Wynik jest sprawą otwartą, jedziemy do Łodzi po punkty! - TS Wisła Kraków 1906 - Przestrzeń Białej Gwiazdy

Mariusz Jop podsumował kontrowersje sędziowskie z meczu w Warszawie, analizował grę Wisły Kraków oraz odniósł się do sytuacji kadrowej i wyzwań przed wyjazdowym starciem z Widzewem Łódź.

Komentarz do kontrowersji sędziowskich i słów przewodniczącego Kolegium Sędziów oraz sędziego Sylwestrzaka
„Idąc tym sposobem myślenia, równie dobrze możemy powiedzieć, że można podyktować nieprawidłowo dziesięć rzutów karnych i niech drużyny sobie radzą, niech bramkarz broni. Jeżeli ten aut nie miał znaczenia – miał znaczenie, tylko po prostu trzeba powiedzieć wprost, że to był błąd i tyle. W kwestii analizy tej sytuacji przez sędziego: wydaje mi się, że trzeba się zastanowić. Jeżeli jest powiedzmy stu ekspertów i trzech mówi, że decyzja jest prawidłowa, a dziewięćdziesięciu siedmiu, że nieprawidłowa, to chyba osoba mająca aż tak odmienne zdanie powinna się zastanowić, czy to jest dobry kierunek. Wielu byłych sędziów i ekspertów miało jednak odmienne zdanie. Myślę więc, że tę analizę pomeczową trzeba robić bardziej dokładną i precyzyjną. Dla ludzi łatwiej jest przyjąć komunikat: „popełniłem błąd", bo to jest ludzkie i każdy popełnia błędy, niż iść w zaparte na zasadzie: jak cię złapali na kradzieży, to mów, że to nie twoja ręka. Myślę, że to nie ten kierunek” - zaznaczył opiekun Białej Gwiazdy.

Wnioski i analiza własnej gry po spotkaniu w Warszawie
„Myślę, że tam sporo rzeczy nie funkcjonowało tak, jakbyśmy chcieli. Oczywiście trzeba też mówić o tym, że po drugiej stronie był zespół dobry w bronieniu. Nieprzypadkowo Legia dotychczas nie przegrała spotkania. To drużyna, która wie, jak się zachowywać, szczególnie w fazie defensywnej, i jest groźna w kontratakach oraz przy stałych fragmentach gry. Nie chciałbym, żeby to wybrzmiało tak, że zrzucamy winę na sędziego. Absolutnie. Wiemy, co powinniśmy robić lepiej w takich spotkaniach. Jeżeli chodzi o fazę atakowania - po pierwsze precyzja, po drugie sami zamykaliśmy się trochę na stronie, co ułatwiało robotę w niskim, płaskim bloku Legii w układzie 1-5-4-1. Za mało zmienialiśmy strony, za mało szukaliśmy czasu i przestrzeni dla zawodnika z piłką, stąd mało sytuacji. Tak jak mówiłem na konferencji pomeczowej: w takich wyrównanych meczach - bo w mojej ocenie był to mecz wyrównany – decydują detale. Decyduje to, czy wykorzystasz swoją szansę, czy nie. Rzeczywiście, jak nałożymy na to również detale wynikające z błędów sędziowskich, to mamy taki obraz, jaki mamy. Wiemy, że nie zagraliśmy świetnego meczu, ale to też nie było bardzo złe spotkanie w naszym wykonaniu na tle dobrego rywala. Staraliśmy się. Jesteśmy niezadowoleni z wyniku i wiemy, że kilka rzeczy nie funkcjonowało tak, jakbyśmy chcieli” - przeanalizował Mariusz Jop.

Oczekiwania przed starciem z Widzewem Łódź oraz analiza gry rywala
„Wydawałoby się, że Widzew, grając u siebie, będzie chciał nas zdominować od początku. Są pod dużą presją, bo nie wygrali u siebie, a ostatnie spotkanie przegrali. Myślę jednak, że ten zespół ma bardzo duży potencjał. Trzeba też przyznać, że często tracą proste bramki i mają z tym problemy - w sytuacjach, które nie są tak trudne, popełniają czasami indywidualne błędy. To jest wskazówka dla nas. Na pewno jest to zespół, który nie pokazuje w pełni tego, co mógłby prezentować, patrząc na ich potencjał. Od początku będą próbowali narzucić swój sposób grania. Zmienił się tam od pewnego czasu trener, który lubi bardziej ofensywną i widowiskową grę, do przodu. My mamy swoje problemy, ale po dokładnej analizie wyznaczyliśmy przestrzenie, które chcemy wykorzystać w grze defensywnej Widzewa. Jesteśmy przygotowani na kilka scenariuszy. Jednym z nich jest wysokie podejście, tak jak próbowali robić w Gliwicach przy otwarciu od bramki, gdzie szli jeden na jeden i grali odważnie. Wynik jest jednak sprawą otwartą. Nie skupiałbym się mocno na tym, co było dwie, trzy czy cztery kolejki temu - zarówno w naszym przypadku, jak i Widzewa. To jest nowe rozdanie, nowy mecz i każdy będzie walczył o swoje” - ocenił szkoleniowiec Wisły Kraków.

Sytuacja kadrowa zespołu przed wyjazdem do Łodzi
„Sytuacja dalej nie jest łatwa, bo piłkarze zmagają się z różnego rodzaju problemami. Skupiamy się jednak na tych zawodnikach, których mamy do dyspozycji. Nie zamierzam szukać usprawiedliwień, bo wciąż jesteśmy zespołem. W okresie jesiennym to klasyczna sytuacja, że pojawia się sporo urazów. Będziemy robili wszystko, żeby w tym składzie osobowym osiągać dobre wyniki” - przekazał trener.

Forma w meczach wyjazdowych i gra przy pełnych trybunach
„Pełna zgoda, chcemy punktować na wyjazdach. Patrząc na suche statystyki, nie ma dużych różnic pomiędzy tym, co dzieje się u siebie, a tym, co na wyjeździe. Skuteczność jest elementem, który trochę nam szwankuje. Więcej kreujemy u siebie niż na wyjazdach. Nie mając energii od własnych kibiców na swojej murawie, a mierząc się z dużym dopingiem drużyny przeciwnej, musimy się oswoić i nauczyć grać swoją piłkę. Przypomnę, że na poziomie PKO BP Ekstraklasy nie mieliśmy dotąd wielu sytuacji z pełnym stadionem, jak w Warszawie czy teraz w Łodzi, a przed nami kolejne takie mecze. Musimy nauczyć się grać własną piłkę z tą dodatkową presją oraz energią gospodarzy. To jest proces, w którym się znajdujemy. Liczę na to, że jutrzejsze spotkanie pokaże nasze lepsze oblicze i wrócimy z Łodzi z punktami. Taki jest nasz cel” - podkreślił sternik krakowskiej drużyny.

Atmosfera spotkania przyjaźni na trybunach
„Oczywiście, że tak. Wspomnienia z takich spotkań są bardzo dobre – w zeszłym sezonie mieliśmy podobną atmosferę w meczach z Ruchem czy w Szczecinie. Dla zawodników i dla wszystkich kibiców to coś fantastycznego, gdy słyszymy doping dla obu zespołów, bez przyśpiewek skierowanych przeciwko rywalowi. Przede wszystkim obecni są kibice obu drużyn, co jest sprawą podstawową. Bardzo dobrze, że oba zespoły będą dopingowane przez swoich fanów” - wyznał Mariusz Jop.

Wspomnienia z gry w Widzewie Łódź w 2001 roku
„Chciałbym, żeby mecz skończył się wynikiem 3:2, ale dla Wisły. Pamiętam to spotkanie dobrze, jak i cały tamten rok. Byliśmy wtedy z Adamem Piekutowskim wypożyczeni do Widzewa. Dla mnie był to dobry czas, bo będąc wypożyczonym z Wisły miałem możliwość ograć się na poziomie najwyższej klasy rozgrywkowej. Pamiętam Łódź i zespół Widzewa właśnie z tego dopingu kibicowskiego - zawsze były pełne trybuny i doping na wysokim poziomie. Wiem więc, czego jako zespół możemy się spodziewać i jaka będzie atmosfera. Na pewno będzie to piłkarskie święto” – wspominał trener Białej Gwiazdy.

Wpływ urazów na proces treningowy i rywalizację w zespole
„Korzystamy w większym stopniu z zawodników drugiego zespołu. To piłkarze, na których liczymy, ale wiemy, że realna rywalizacja jest czymś najlepszym dla zawodnika i drużyny. Nie chcę powiedzieć, że jeśli ktoś nie czuje presji kolegi na plecach, to nie trenuje jak należy, bo my jako sztab szkoleniowy sami wywieramy tę presję na zawodnikach. Do samego procesu treningowego nie mam żadnych uwag, bo zespół wygląda pod tym względem dobrze. Umiejętności piłkarskie i rozumienie modelu gry mają jednak znaczenie dla płynności gry. Radzimy sobie tak, jak możemy, wspierając się piłkarzami z drugiego zespołu” - wytłumaczył szkoleniowiec Wisły.

Ocena postawy Marcela Łubika w meczu w Warszawie
„Myślę, że sama atmosfera stadionu oraz fakt, że w poprzednim swoim spotkaniu reprezentacyjnym stracił sporo bramek, mogły siedzieć w głowie. Na szczęście błędy w wyprowadzeniu piłki nie miały konsekwencji, więc można powiedzieć, że się udało. Jest to jednak informacja dla samego Marcela, że trzeba być bardziej precyzyjnym. Wiemy, że potrafi to robić świetnie i mam nadzieję, że był to tylko jednorazowy, gorszy dzień w jego wykonaniu” - zauważył Mariusz Jop.

Zmiany w grze Widzewa po objęciu zespołu przez trenera Stolarskiego
„Czas działa na korzyść Mateusza i filozofii, którą chce wprowadzić do zespołu, bo są to procesy wymagające czasu. Widać, że wajcha jest przechylona bardziej na grę ofensywną niż u trenera Vukovicia – na grę proaktywną zamiast reaktywnej. To główna zmiana, którą łatwo zauważyć” - dodał trener.

Pomysł wprowadzenia systemu challenge w piłce nożnej
„Myślę, że byłoby to ciekawe i mogłoby rozstrzygać mocno kontrowersyjne sytuacje. Pytanie tylko: w siatkówce sprawa jest zero-jedynkowa – piłka była w boisku albo nie. W piłce nożnej jest pole do interpretacji. Kto miałby orzekać i być tym guru, gdy trener weźmie challenge? Teoretycznie challenge już istnieje, tylko nie na wniosek trenera, a sędziów - ktoś na VAR-ze podpowiada, a finalnie i tak główny sędzia podejmuje decyzję. Nie wiem więc, jak miałoby to wyglądać i kto rozstrzygałby poza sędzią głównym. Sama idea jak najbardziej jest w porządku. W przypadku autów miałoby to zastosowanie. Być może przepisy pójdą w tym kierunku: skoro VAR może interweniować przy rzucie rożnym, a aut blisko pola karnego często wiąże się z długim wyrzutem i niewiele różni się od rożnego, to logika podpowiada, że to kolejny krok, w którym VAR mógłby dać informację o właściwym kierunku wrzutu” - podsumował szkoleniowiec Wisły Kraków.

Pełne nagranie z konferencji prasowej jest dostępne na oficjalnym kanale YouTube Wisły Kraków - zachęcamy do oglądania oraz zostawienia subskrypcji, aby być na bieżąco z materiałami z klubu.