Blind Football: Warszawa zdobyta! Puchar jest nasz!

Biała Gwiazda BF zakończyła w miniony weekend klubowe zmagania w sezonie 2026, stawiając złotą kropkę nad „i” dzięki wywalczeniu siódmego w historii, a czwartego z rzędu Pucharu Polski! Podopieczni...

Blind Football: Warszawa zdobyta! Puchar jest nasz! - TS Wisła Kraków 1906 - Przestrzeń Białej Gwiazdy

Biała Gwiazda BF zakończyła w miniony weekend klubowe zmagania w sezonie 2026, stawiając złotą kropkę nad „i” dzięki wywalczeniu siódmego w historii, a czwartego z rzędu Pucharu Polski! Podopieczni trenera Rafała Kurlita przeszli przez fazę grupową jak burza, a w finale pokonali Śląsk Wrocław BF aż 4:0.

Rozegrany w Warszawie turniej o krajowy puchar zakończył klubowe zmagania pod szyldem Blind Football Poland, które w pierwszej połowie roku toczyły się w rytmie ligowych rozgrywek, a w drugiej koncentrowały się na dziewiątej edycji najstarszych rozgrywek pucharowych w Polsce.

Losowanie fazy grupowej, przeprowadzone na przełomie września i października, przydzieliło naszą sekcję do grupy A. Jej rywalami były BFC Silesia, złożona w głównej mierze z byłych zawodników Niezłomnych Zabrze BF, Motor Lublin BF, czyli ubiegłoroczny brązowy medalista Pucharu Polski, oraz ARTS Warszawa BF, z którym nasz zespół mierzył się w finale sezonu 2025.

Cel był jeden, jednak jego realizacja nie była tak prosta, jak mogłoby się wydawać, gdyby patrzeć wyłącznie na wyniki. Faza grupowa i finał wyglądały tak dobrze tylko dlatego, że od wielu miesięcy ciężko pracujemy na treningach, a to po prostu musi przynosić efekty. Oczywiście talent i umiejętności chłopaków to jedne z głównych czynników tego sukcesu, ale pracowitość całej drużyny jest kluczem – mówi Rafał Kurlit, trener Białej Gwiazdy BF.

Po blisko roku sztab szkoleniowy mógł ponownie skorzystać z Pawła Zinkowa, który wrócił do pierwszego składu po zakończeniu rehabilitacji związanej z zerwaniem więzadła krzyżowego przedniego (ACL). Do dyspozycji trenera był także Mateusz Krzyszkowski, który przed kilkoma tygodniami uporał się z zapaleniem ścięgna Achillesa. Niestety, drużyny na boisku nie mogli wspierać Gabriel Olech i Krzysztof Bednarkiewicz, którzy od dłuższego czasu pozostają poza grą ze względów zdrowotnych, a także Krzysztof Suchocki, rehabilitujący się po skręceniu kostki, którego doznał trzy tygodnie wcześniej.

Turniej zainaugurowało spotkanie Wisły BF z BFC Silesia. Mecz rozgrywano w dość trudnych warunkach atmosferycznych, co jednak nie przeszkodziło naszym zawodnikom w realizacji zadania. Spotkanie zdominowała ofensywa naszej sekcji, która aż dziesięciokrotnie umieszczała piłkę w siatce rywali. Pięcioma trafieniami popisał się Jung, cztery razy do siatki trafił Zinkow, a swoje nazwisko na liście strzelców zapisał również Ryszka, skutecznie egzekwując rzut karny.

W drugim spotkaniu rywalem był Motor Lublin BF. Mecz zakończył się zwycięstwem Wisły 3:0, choć wynik mógł być zdecydowanie wyższy, gdyby nie znakomita postawa bramkarza zespołu z Lublina. Do siatki trafiali kolejno Zinkow, Jung i Krzyszkowski.

Choć w pierwszym meczu padło aż dziesięć bramek, to dopiero w spotkaniu z Motorem BF poczuliśmy, że wszystko funkcjonuje tak, jak należy. Było widać naszą pewność siebie, chęć zespołowej gry i ciąg na bramkę. W kolejnych dwóch meczach te cechy tylko się nasilały – zauważa Kacper Domagała, występujący z numerem 11 pomocnik.

W ostatnim spotkaniu fazy grupowej rywalem byli gospodarze turnieju, którzy nie kwapili się do gry w piłkę. Przez całe spotkanie ich zawodnicy skupiali się na defensywie, a gdyby nie

postawa bramkarza ARTS Warszawa BF, mecz zakończyłby się znacznie wyższym wynikiem niż 1:0. Bramkę dla Białej Gwiazdy BF zdobył niezawodny Martin Jung, zapewniając tym samym naszej sekcji awans do finału.

Bardzo nie lubię takich spotkań. Od początku czujesz i wiesz, że przeciwnik nie chce grać w piłkę, a jedyne, co go interesuje, to czyste konto i nogi twoich graczy. Trafienie Martina to chyba jedna z najbardziej satysfakcjonujących bramek, przy których miałem okazję nawigować – podkreśla drugi trener Białej Gwiazdy BF, Radosław Wójcik.

W grupie B o awans do finału rywalizowały Śląsk BF i Rekord Bielsko-Biała BF. Remis lub zwycięstwo dawały awans bielszczanom, jednak to ekipa z Wrocławia zdołała przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, wygrywając 1:0. Rezultat ten oznaczał, że zespół z Dolnego Śląska po raz ósmy stanął na drodze naszej sekcji w walce o złoto.

Finał to mecz, który po prostu chcesz wygrać. Barwy przeciwnika, który staje na twojej drodze, nie mają znaczenia. Od pierwszej minuty całego turnieju dawaliśmy z siebie wszystko, wysyłając sygnał, że nie będziemy kalkulować w żadnym spotkaniu. Nie inaczej było w ostatnim meczu tego sezonu – mówi Marcin Ryszka, kapitan drużyny.

Mecz ze Śląskiem BF toczył się przede wszystkim pod dyktando naszej sekcji. Wrocławianie próbowali wyprowadzać kontry, jednak ich ofensywne akcje były skutecznie przerywane przez naszą obronę, a nieliczne strzały bronił Krzysztof Spytkowski.

Pierwszy stempel dominacji postawiliśmy po rzucie rożnym. Zagrana górą piłka ominęła mur, odbiła się od bandy, a następnie została przejęta przez Pawła Zinkowa, który mocnym strzałem otworzył wynik spotkania. Było to pierwsze z czterech trafień powracającego po kontuzji napastnika, a zarazem jedna z trzech bramek zdobytych po rzutach rożnych.

Gol na 2:0 padł po bardzo podobnie rozegranym stałym fragmencie gry, choć tym razem strzelec, występujący z numerem 4, musiał mocniej cofnąć się po zagraną piłkę. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, choć nie brakowało okazji do jego podwyższenia. Jedną z najdogodniejszych był rzut karny, jednak strzał Ryszki obronił bramkarz Śląska BF.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, zmienił się natomiast wynik meczu. Bramka na 3:0 padła po rozegraniu piłki od Junga do Zinkowa, z prawej strony w kierunku wewnętrznej bandy. Strzelec przyjął futbolówkę i huknął z dwunastego metra, zaskakując defensywę rywali.

Czwarte trafienie Zinkow zanotował tuż przed końcem spotkania. Paweł ruszył łukiem od narożnika boiska, wymanewrował wrocławskich obrońców, a po zwinnym nawrocie oddał celny strzał z dziewiątego metra.

Gol na 1:0 był przeze mnie najmocniej celebrowany. To nie tak, że pozostałe mnie nie cieszyły – wręcz przeciwnie, cieszyły i to bardzo. Po prostu przeżywałem to już nieco bardziej w sobie. Po tak długiej przerwie od gry każda minuta na boisku daje satysfakcję, a co dopiero bramki w finale. Tego, co czuję, nie da się opisać, podobnie jak indywidualnej pracy i samozaparcia w okresie rehabilitacji. Może zabrzmi to nieco samolubnie, ale to, co zrobiłem w tym turnieju, a zwłaszcza w tym meczu, jest nagrodą, którą sam sobie przygotowywałem przez ostatnie miesiące – podkreśla Paweł Zinkow, zdobywca dziewięciu bramek w tegorocznej edycji Pucharu Polski.

Podopieczni trenera Kurlita zdobyli łącznie osiemnaście bramek w czterech spotkaniach. Królem strzelców turnieju został Paweł Zinkow, który otrzymał również nagrodę MVP całych rozgrywek.

Dla Wisły Kraków BF ostatni gwizdek finałowego starcia oznaczał także zakończenie klubowych zmagań w tym sezonie. Przed częścią sztabu i zawodników wciąż jednak sporo pracy, ponieważ w reprezentacyjnym kalendarzu pozostało jeszcze kilka zgrupowań i turniejów.

Nie pozostaje nam nic innego, jak pogratulować całemu zespołowi kolejnego fantastycznego sezonu, w którym trofea za ligowe i pucharowe złoto wzbogacają już i tak imponującą klubową gablotę. Do zobaczenia w przyszłym sezonie